Budżet „dzielnicowy” nie mylić z „obywatelskim”

 Wnioski wybrane czas na realizację. Czas również na swego rodzaju podsumowanie. Czy coś się po wprowadzeniu programu zmieni dla „Centrum” i Jaśkowic? Odpowiedź – zależy jak to zostanie wykorzystane i wcale mi tu nie chodzi o zmiany w miejskiej „substancji”. Organizacja społeczna SMM Orzesze z nikomu nieznanej, stała się firmą rozpoznawalną. Pani Sylwia Kancelista  w Jaśkowicach (tak, tak, to ta sama, którą pokonał v-ce Szala w wyborach samorządowych) złożyła wniosek i zdobyła zaufanie współmieszkańców, którzy co ważne przegłosowali  obecnych radnych dodatkowo w sprawie lokalizacji (czego Jaśkowice chyba nie pamiętają).  Powyższe pokazuje, że jeśli chce ktoś działać społecznie, to dzięki tym pieniądzom nazwijmy je wdzięcznie „dzielnicowe” (z obywatelskimi to one nie mają nic wspólnego), dostaje darmowe narzędzie do promocji siebie. I teraz zobaczymy czy powyższe spowoduje, że radni których rola została ograniczona do odbioru wniosków, w przyszłym roku zrobią wszystko żeby „dzielnicówki” nie przyznać, albo będą musieli zacząć coś robić, bo „bajerka” miesiąc przed wyborami może już nie wystarczyć żeby mandat zdobyć. A wtedy żegnaj dieto nawet ta podwyższona. Czemu nie obywatelski? Z prostego podstawowego powodu, w obu wypadkach nie obyło się bez ingerencji władz. (Jaśkowice, naciski  na zmianę lokalizacji, „Centrum” rezygnacja wnioskodawców ze swoich projektów) nawet tak małą inicjatywę po prostu spiepszono.

Ogólnie warto zadać pytanie, czy o to chodzi? Czy w tak małej gminie jak Orzesze trzeba tworzyć program aby pokazać, na co mieszkańcy chcieliby wydać pieniądze . A może to radni przez całą kadencję powinni wykazywać się aktywnością i być w stałym kontakcie ze swoimi wyborcami. Co do tej aktywności, która niektórym tak bardzo leży na sercu. Mnie się wydaje, że z nią wcale nie jest tak źle, co pokazały akcje zbierania podpisów w/s posterunku, czy zbierane teraz w sprawie kopalni.

Wniosek jeden – brak komunikacji, żadna forsa (nawet ładnie nazwana) tego nie przykryje. Mimo tego, że w dyspozycji tak Rady jak i Urzędu są narzędzia (strona internetowa, „Gazeta Orzeska, wykupione miejsca na stronach prasy lokalnej,) itp. to mieszkańcy nie wiedzą, nie są informowani, albo do nich informacja nie dociera,  o tym co naprawdę władze i radni robią, poza jednym wyjątkiem cyklicznych sprawozdań radnego Damiana Mrowca .  

Komentarz – Margot: Skoro nie wystarcza strona internetowa miasta i facebook Gazety Orzeskiej, to może każdy radny i burmistrz powinni mieć swoje strony i tam zamieszczać regularnie zeznania z tego, co zrobili w danym miesiącu, kwartale dla gminy, a co planują zrobić. Wydawanie swojej gazetki wiązałoby się z kosztami, które nie każdy móglby udźwignąć, ale prowadzenie w sieci bloga czy konta na Facebooku nie wiąże się z żadnymi kosztami. Nie wiem co jeszcze. Ale skoro są radni i to wcale nie młodzi wiekiem, którzy nawet poczty elektronicznej nie obsługują, to jak od nich wymagać publikowanie tekstów w sieci… Może ktoś ma jakiś pomysł, jak władze mogłyby się kontaktować skuteczniej z mieszkańcami?

Stanczyk: Myślę, że ten kontakt na linii radny, burmistrz – wyborca, odbywał się będzie głównie z wykorzystaniem internetu. Ale czego tu oczekiwać, jak sam burmistrz Blaski swoją stronę zlikwidował. Szczęka mi jednak opadła jak przeczytałem ostatnie zdanie. Czyli taki radny podnosi rękę za skomplikowaną materią jaką jest podstrategia dot. środowiska informatycznego w powiecie a maila napisać nie umie – dobre. Dziękuję Margot za komentarz i serdecznie pozdrawiam.