Sokół w agonii

Miało być tak pięknie. Pamiętacie to? „sensacyjna zmiana we władzach MKS „Sokół” Orzesze” „na czele klubu stanęła kobieta” a potem fotki i wywiady w lokalnych mediach „nie debatujemy tylko pracujemy” „od 10 marca codziennie odrabiamy porcję zadań” Miało być, a wyszło jak to w Orzeszu. Co dalej z Sokołem? pyta miejska gazeta informacyjna donosząc z posiedzenia Komisji ….. Sportu i Rekreacji o fatalnej sytuacji finansowej w klubie. Nie pomogło obsadzenie zarządu osobami spoza Orzesza, nie pomógł spadek I – szej drużyny do klasy„ A” (mniejsze koszty). Olano jubileusz 95-lecia klubu (koszty).Tyle dało się zauważyć. Za zapowiedziami powinny iść działania. A te jeśli nawet były, to niestety nieskuteczne. I teraz trzeba było zrezygnować z dotacji na rzecz dzieci bo i tak pieniądze przejąłby komornik. Od wyboru nowych władz minął rok a jak wynika z artykułu zarząd klubu do dzisiaj nie wie jaka jest wysokość jego zobowiązań („niestety ciągle pojawiają się nowe wyroki i zajęcia”). Moim zdaniem nie ma pomysłu na „wyjście na prostą” dlatego obym się mylił ale nie wierzę, że państwo Janiak uratują „Sokoła”, mimo szczytnych deklaracji. Od ponad roku kibice i sympatycy oczekiwali na program naprawy klubu i nie doczekali się. Oficjalnej strony internetowej jak nie było tak nie ma. Konto na facebooku wprawdzie istnieje, ale widać że nie ma żadnego pomysłu na jego prowadzenie. Nawet nie próbowano pozyskać 1% z naszych podatków. A przecież są ludzie w Orzeszu którzy prowadzą działalność sportową z powodzeniem. Jeśli Pan Janiak (podobno, on tam wszystkim „kręci”) nie wie jak się to robi, wystarczyło poprosić o pomoc na przykład Mariusza Olesia. Chociaż wcale bym się nie zdziwił gdyby Pan Oleś odmówił, po zakazie skorzystania z płyty boiska podczas turnieju rycerskiego (wprawdzie nie udało się turnieju „położyć” ale rodzicom którzy przybyli z dziećmi ta „debilna” decyzja skutecznie uniemożliwiła obserwację walk rycerskich). Trzeba jednak zauważyć, że nowy zarząd „pije piwo” które nawarzyli jego poprzednicy. Ale cóż, jak to się mówi „wiedziały gały co brały” Zamiast propozycji konkretnych działań , trwa moim zdaniem oczekiwanie na zasadzie „przecież nie pozwolą na likwidację”, a używanie dzieci jako argumentu dalszego istnienia, uważam delikatnie mówiąc za „niesmaczne”.